Przejdź do głównej zawartości

O dzierganiu prezentów na święta słów kilka

Dżem dobry wieczór Wam :D Wstępnie mam nadzieję na to, że uda mi się tak pisać posty, by móc co piątek jakiś publikować, więc może się uda :> Jeśli post ten opublikuję 19 stycznia 2024 roku, to znaczy, że mi się udało!

Teraz wezmę na warsztat temat dość luźny, czyli parę słów o prezentach świątecznych. Czas publikacji jest prawie idealny, ale jednocześnie zdawałoby się, że najgorszy, bo święta przecież dopiero się skończyły i następne dopiero prawie za rok! Tyle że ja właśnie w styczniu zaczynam myśleć o prezentach na święta (chociaż teraz przebiłam samą siebie i prezenty na święta 2024 zaczęłam robić 23 grudnia 2023). A to właśnie dlatego, że robię je ręcznie, a konkretnie dziergam. I na drutach, i na szydełku, co zwykle zależy od tego, co akurat robię i która technika mi akurat bardziej pasuje.

To, co poruszę w tym poście, raczej nie będzie zbyt odkrywcze, ale też nie ma takie być. To bardziej taka luźna rozmówka o tym, czemu właściwie dziergam prezenty. Ogólnie dziergam już od całkiem długiego czasu, nie pamiętam, kiedy dokładnie zaczęłam, ale doprowadziło mnie do tego wyszywanie, którym zainteresowałam się w 2013 roku, tj. 11 lat temu. Ale jednak prezenty zaczęłam dziergać dopiero w 2019 roku, akurat gdy poszłam do technikum. Prawdopodobnie ta konkretna zmiana była spowodowana faktem, że moja siostra w tym właśnie roku poszła na studia i wspólne kupowanie prezentów świątecznych stało się w zasadzie niemożliwe. Ale od tamtego czasu jakoś tak mi zostało i niedawno był już piąty raz, gdy wręczam ludziom prezenty ręcznie robione. A teraz robię prezenty na szósty raz.

Kiedyś jednym z moich powodów była oszczędność pieniędzy, ponieważ robiłam głównie drobniejsze robótki, na które materiały nie kosztowały tak dużo, teraz jednak, gdy mam więcej umiejętności i dostęp do lepszych materiałów (wyjazd z małego miasteczka do Wrocławia, w którym jest HobbyCentrum, moja ukochana pasmanteria i możliwość zamawiania do paczkomatu rzeczy, których nawet tam nie ma, zupełnie zmieniają sytuację), robię więcej rzeczy bardziej wymagających, a przez swoją jakość również dużo droższych (dobra, niegryząca wełna swoje kosztuje). Więc czemu nadal dziergam, choć kupienie prezentów ostatecznie wyszłoby raczej taniej?

O dziwo, nadal biorę pod uwagę czynniki finansowe. Ręcznie robione prezenty faktycznie okazują się dość drogie. Tyle że… ja i tak wydałabym te pieniądze na dzierganie, ponieważ kocham to robić i nic nie sprawi, że zrezygnuję z rękodzieła. A jako że tymi robótkami, które umilają mi czas wolny, są właśnie prezenty świąteczne, to jednak w pewnym sensie pieniądze oszczędzam.

Dzięki dzierganiu prezentów na święta sama zapewniam sobie w zasadzie całoroczny prezent w postaci konkretnych robótek, które mogę zrobić. Jako że prezenty planuję już na początku roku, mogę sobie pozwolić na prezenty bardziej wymagające (np. dla cioci robię obrus). Z odpowiednim rozplanowaniem wszystkiego wyrabiam się ze wszystkimi prezentami, a do tego nie muszę wymyślać, co też dziergać przez cały rok. Robienie prezentów ma też dodatkową korzyść. Dzięki nim moje robótki się nie marnują. Kiedyś robiłam losowe rzeczy, z których i tak nie korzystałam, a teraz te rzeczy, zamiast kurzyć się w pudłach, lądują w rękach osób, które się z nich faktycznie ucieszą i zrobią z nich użytek.

Poza tym, dzięki ręcznie robionym prezentom, mogę osobom, na których mi zależy, dać coś unikalnego, co będzie miało większe znaczenie. Lubię patrzeć, jak podoba im się to, co zrobię. A poza tym takie prezenty dużo trudniej zapomnieć. Z kupnych prezentów, które co prawda też cenię, wielu już nie potrafiłabym wymienić ani tym bardziej powiedzieć, od kogo je dostałam. A tak nadal pamiętam, jak albo na jakieś urodziny, albo przy okazji jakiejś wigilijki, koleżanka z gimnazjum uszyła mi misia z dżinsu :D Ponadto osobiście odnoszę wrażenie, że łatwiej mi wymyślić jakiś dziergany prezent niż taki do kupienia gotowy.

Oczywiście absolutnie nie mówię, że kupne prezenty są złe, bo jednak ręcznie bardzo wielu rzeczy nie da się zrobić. Na przykład nie zrobisz ręcznie cudzej gry czy książki :D Jednak uważam, że ręcznie robione prezenty, choćby w postaci małego akcentu, są zawsze bardzo miłe, ponieważ widać w nich włożony czas i myśli o odbiorcy prezentu.

Dlatego i Was zachęcam, żeby może nawet i niekoniecznie na święta, ale może na czyjeś urodziny czy inną okazję, zrobić coś od serca. Oczywiście nie musi to być dziergane – jest bardzo mnóstwo różnych rzeczy, które można zrobić samodzielnie: wszelakie prace plastyczne (może rysunek albo kaligrafia?), szycie, makrama, decoupage, rzeźbienie w drewnie (lub w mydle :D), upieczenie ulubionego ciasta albo nawet i twórczość pisarska. Jeśli chodzi o to ostatnie, to może być to choćby wierszyk z życzeniami, zawierający jakieś nawiązanie do tego, co lubi jego adresat. Na pewno jest też całe mnóstwo innych rzeczy, o których istnieniu nie mam nawet pojęcia, dzięki którym można okazać swoje uczucia do odbiorcy prezentu.

Zmierzam do tego, że rzeczy robione samodzielnie są świetnym prezentem, zarówno dla osoby obdarowującej, jak i obdarowywanej. Bardzo polecam spróbować, a nuż wkręcicie się tak jak ja i już nie wyobrazicie sobie więcej kupowania prezentów w zatłoczonej galerii, wraz z resztą tłumu, który nagle przypomniał sobie o tym, że wypadałoby kupić jakiś prezent świąteczny?

A może już robicie jakieś prezenty samodzielnie? Jak tak, to pochwalcie się w komentarzach :D

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak zmotywować się, żeby napisać powieść?

Dżem dobry wieczór! Zapraszam na kolejny post pisarski! Tym razem powiem co nieco o tym, jak zmotywować się do napisania czegoś własnego! Co prawda w tytule posta jest powieść, ale może to być cokolwiek, choć, fakt faktem, będę mówić przede wszystkim o dłuższych pracach. Jak byłam młodsza, bardzo często wpadałam na nowy, świetny pomysł (albo i nie tak świetny, ale mniejsza z tym), miałam poczucie, że chcę to napisać i… siadałam do pisania, napisałam trochę, max kilka rozdziałów, częściej akapit czy dwa, a potem to rzucałam. Kończyłam tylko one-shoty, a to i nie wszystkie. Znacie ten scenariusz? No właśnie. Mnie się przydarzał nieustannie, ale ostatecznie udało mi się znaleźć sposoby, by temu zapobiec i tak właśnie popełniłam czteroopkową sagę fanfików o Miraculum. A gdy ją porzucałam po 32. rozdziale pierwszej części, to już myślałam, że nie dam rady. Ale dałam! I teraz zamierzam się podzielić moimi tipami. Po pierwsze, miej plan. Nie mówię, że musisz mieć od początku zaplanowane absol...

Kim jestem, co tu robię i po co to wszystko?

Prawdę mówiąc, na ostatnie pytanie z tytułu posta nie potrafię odpowiedzieć, dlatego najpierw zaczniemy od dwóch pierwszych.  Jestem Dżem alias Akodone i sobie mieszkam w Internetach, zresztą tak jak większość ludzi w dzisiejszych czasach. Najbardziej znana jestem prawdopodobnie z mojej działalności na Fandomie, gdzie jestem administratorką na Miraculum: Biedronka i Czarny Kot Wiki. Poza tym, jak każdy w dzisiejszych czasach, mam konta na paru social mediach, które znajdziecie na moim Linktree . W tej chwili studiuję matematykę i mam na tyle dużo hobby, że skutecznie uciekam od uczenia się jej. Do owych hobby należą między innymi: dzierganie (na które idzie za dużo moich pieniędzy), czytanie (wszystkiego, w tym książek, mang czy pierdół w necie), gotowanie (to pasja dość nowa i jestem w tej kwestii początkująca, ale bardzo mi się to podoba :D), rozmaite kodowanie (głównie webówka), rysowanie (utrzymuję się na poziomie dość średnim, ale i tak jest lepiej, niż było), oglądanie, g...

Fanfiki jako prosta metoda wejścia w pisanie

Dżem dobry wieczór! Ostatnio było dużo postów o gotowaniu, więc tym razem postanowiłam napisać o czymś innym. Bo to blog o wszystkim, więc mogę. I tak, wiem, że blogi o wszystkim się nie sprzedają za dobrze, a i w sumie nie ma tak być, żeby ten się mega sprzedawał. To ma być bardziej miejsce, gdzie mogę wylać myśli i tak dalej, w nadziei, że ktoś to przeczyta i a nuż się zainspiruje xD Plus mam potężną przerwę od pisania moich opek, a nie chcę tak do końca wyjść z wprawy. Ale do rzeczy, bo nikt nie lubi długich wstępów. Ogólnie rzecz biorąc, chcę pogadać co nieco o fanfikach. Fanfiki, a w sumie to fanfictions, to nic innego jak historie pisane przez fanów. Najczęściej są to fani jakiegoś konkretnego uniwersum albo celebryty. Fanfików można znaleźć na pęczki w internetach, w szczególności na blogach, Wattpadzie, AO3 i fanowskich wiki. I zwykle można znaleźć fanfiki dosłownie o wszystkim, choć łatwiej z pewnością znaleźć milion fanfików o Drarry niż o Michale Wiśniewskim (choć założę się...