Dżem dobry wieczór!
Ostatnio było dużo postów o gotowaniu, więc tym razem postanowiłam napisać o czymś innym. Bo to blog o wszystkim, więc mogę. I tak, wiem, że blogi o wszystkim się nie sprzedają za dobrze, a i w sumie nie ma tak być, żeby ten się mega sprzedawał. To ma być bardziej miejsce, gdzie mogę wylać myśli i tak dalej, w nadziei, że ktoś to przeczyta i a nuż się zainspiruje xD Plus mam potężną przerwę od pisania moich opek, a nie chcę tak do końca wyjść z wprawy. Ale do rzeczy, bo nikt nie lubi długich wstępów.
Ogólnie rzecz biorąc, chcę pogadać co nieco o fanfikach. Fanfiki, a w sumie to fanfictions, to nic innego jak historie pisane przez fanów. Najczęściej są to fani jakiegoś konkretnego uniwersum albo celebryty. Fanfików można znaleźć na pęczki w internetach, w szczególności na blogach, Wattpadzie, AO3 i fanowskich wiki. I zwykle można znaleźć fanfiki dosłownie o wszystkim, choć łatwiej z pewnością znaleźć milion fanfików o Drarry niż o Michale Wiśniewskim (choć założę się, że takie też są :D).
Fanfiki są przez niektórych kochane, a przez innych kompletnie znienawidzone. Fani danej pary potrafią zabić za nowe rozdziały ich ulubionego fanfika, z kolei są też tacy, którzy jak widzą słowo „fanfik”, to uciekają z krzykiem. I szczerze mówiąc, obie postawy są jak najbardziej zrozumiałe. Wiem, jak to jest absolutnie szaleć za jakimś elementem uniwersum i czytać wszystko na jego temat (gdy miałam 13 lat, zaczytywałam się w fanfikach o Adrienette). Ale nie da się zaprzeczyć, że fanfiki to zwykle nie są dzieła najwyższych lotów. W większości są pisane przez osoby niemające żadnego doświadczenia w pisaniu (często są też to dzieci, bo wątpię, że choćby połowa autorek wyżej wspomnianych fanfików o Adrienette miała w ogóle 13 lat). Teraz też już raczej wyrosłam z fanfików i ich nie czytam, wolę poświęcić czas na jakąś wydaną książkę. Chociaż wydane książki też mają masę problemów, o czym kiedyś napiszę, plus jestem coraz bardziej wybredna, jeśli chodzi o literaturę. Ale szczerze mówiąc, na fanfiki patrzę dużo łaskawszym okiem niż na wydane książki. A dlaczego? Ano, wiąże się to z główną myślą, którą chcę tu przekazać.
Fanfiki zwykle są pierwszą rzeczą, którą ich autorzy kiedykolwiek napisali. W sensie takim, że dla siebie (czy publiki), a nie jako zadanie do szkoły. Więc nic dziwnego, że są pełne błędów, ponieważ żeby nauczyć się nie popełniać danego błędu, zwykle trzeba go popełnić, czasem wiele razy. A pisanie to trudna sztuka, która wymaga naprawdę dużo praktyki. Poza tym autor publikujący fanfiki na Wattpadzie nie ma do dyspozycji profesjonalnej korekty ani niczego w tym rodzaju.
Ale jednak wielu autorów książek dostępnych w sklepach zaczynało od fanfików! I osobiście uważam, że fanfiki to naprawdę przyjemna metoda wejścia w pisanie. Oczywiście nie każę nikomu pisać fanfików – jeśli wiesz, że lubisz pisać i chcesz stworzyć własne uniwersum, to śmiało! Jednak moim zdaniem fanfiki mogą sprawić, że ktoś w ogóle odkryje, że lubi pisać. Nie oszukujmy się, prace pisane do szkoły nie są najbardziej fascynujące. Zanim zaczęłam pisać fanfiki, nie cierpiałam pisać tych prac i sporo z nich pisała za mnie siostra (ale ćsi, Wy nic o tym nie wiecie!). A tak… To często toczy się samo. Oglądasz serial, Twoja ulubiona para ma się zejść, ale nadchodzi ostatni odcinek i nic z tego… W głowie rodzą się scenariusze, jak mogłoby do tego dojść i ostatecznie, dla własnej satysfakcji, dopisujesz własne zakończenie tego wątku. Odkrywasz, że to całkiem fajne, a głowa jest pełna pomysłów, które trzeba przelać na papier!
Poza tym fanfiki są dużo łatwiejsze niż tworzenie od razu własnego uniwersum. Gdy nie masz zielonego pojęcia o tworzeniu świata, bohaterów, dużo łatwiej jest rozpocząć od stworzenia czegoś na podstawie już istniejącego uniwersum. Gdy zaczniesz pisać, publikować swoje prace i podchodzić do nich krytycznie (czyli myśląc nad ich oceną, a nie bezmyślnym uważaniem, że praca jest dobra/zła), wkrótce nauczysz się więcej i w pewnym momencie nadejdzie ta chwila, kiedy warto będzie odciąć fanfikową pępowinę i stworzyć coś własnego. Albo i nie! Jeśli lubisz pisać fanfiki, ale wcale nie masz ochoty tworzyć własnej powieści i zaistnieć na rynku wydawniczym, to też jest spoko! Możesz pisać fanfiki nawet na emeryturze, bo kto Ci zabroni?
Bo niezależnie od tego, czy piszesz fanfiki, czy własne dzieła (tj. nieoparte na cudzym uniwersum), to Cię rozwija. Poprawiają się zdolności językowe, rozwija się też logiczne myślenie (bo nawet w fanfiku trzeba wiele rzeczy przemyśleć, na przykład rozwój relacji bohaterów, jakąś nową intrygę i tak dalej). A poza tym, przynajmniej tak było w moim przypadku, jeszcze bardziej pokochałam książki, choć nie sądziłam, że to możliwe. Zaczęłam też do nich dużo świadomiej podchodzić. I nieraz jak głupia zachwycam się jakimś drobnym zabiegiem pisarskim :D Chociaż też przez to stałam się bardziej wybredna książkowo, ale coś za coś.
Trzeba jednak uważać na jedną pułapkę. Pisanie fanfików to dobra metoda na rozpoczęcie pisania, ale przebywając w fanfikosferze, łatwo wpaść w pewną bańkę takich samych fanfików i autorów, którzy odkąd zaczęli pisać, nie zrobili absolutnie żadnych postępów i wciągają w to kolejnych. A czasem i wtłaczają w głowę masę toksycznych wzorców (bo w takich strefach zwykle najbardziej są poczytne fanfiki gloryfikujące gwałty, uznające toksyczność za taką super i tak dalej… No, niefajna sprawa). Ogólnie też nie jestem zwolenniczką radykalnego podejścia w rodzaju: „piszesz rok i nie zrobiłxś postępów, jak tak możesz”. Tutaj postęp nie jest aż taki ważny. W sensie, satysfakcjonuje Cię pisanie 50 razy tej samej historii, ale z innymi postaciami? Spoko. To ma być hobby. Bardziej jednak uważałabym na sytuację, gdy chcesz napisać coś innego, ale bańce się to nie podoba. W sensie, chodzi mi o to, żeby nie dać sobie wmówić, że trzeba w tej bańce zostać. Można – jeśli bańka nie promuje jakiejś toksyczności. Ale jeśli promuje, to ja bym uciekała, ponieważ moim skromnym zdaniem gloryfikacja toksyczności jest jedyną rzeczą, której w pisarstwie powinno się zakazać. Bo to szkodliwe.
W każdym razie, tu już dochodzę do końca tego refleksyjnego postu! Podsumowując: uważam, że fanfiki to łatwa i przyjemna metoda na zainteresowanie się pisarstwem, trzeba jednak uważać, by nie dać się złapać na niektóre zjawiska widoczne w tej sferze. Powiem Wam, że ja sama trochę fanfików też napisałam, aczkolwiek właśnie jestem w tym momencie, gdy chcę się odciąć od tej fanfikowej pępowiny, o której wspomniałam nieco wcześniej. Teraz jednak mam masę rzeczy na głowie (zwłaszcza studia i ML Wiki, którą trzeba uzupełnić przed premierą nowego sezonu) i pisanie zeszło na dalszy plan. Dlatego piszę bloga – nie jest tak wymagający jak powieść, a pomaga mi nie wybić się całkowicie z pisarskiego rytmu.
A Wy pisaliście kiedyś fanfiki? A może nie fanfiki, tylko coś swojego? Koniecznie dajcie znać!
Komentarze
Prześlij komentarz